"Wino truskawkowe" to opowieść o warszawskim policjancie, który w wyniku rodzinnej tragedii (brak szczegółów) ucieka do małej miejscowości w Beskidzie Niskim.
W filmie grają ją – Jaśliska. Miejscowość, nie tragedię.
Jest adaptacją Opowieści galicyjskich Andrzeja Stasiuka. Nie jestem fanką autora, ale film mnie uwiódł. Wzruszył. W Internecie jest całe mnóstwo recenzji.
Ja niespecjalnie mam talent pisarski, polecam więc, zwłaszcza te pozytywnie opisujące film.
I oczywiście zachęcam do obejrzenia.
Obecna zabudowa rynku jest w większości drewniana.
Najstarsze budynki pochodzące z połowy XIX wieku, zachowały się w zachodniej pierzei rynkowej – tejże:)
Chciałam zrobić więcej zdjęć, ale autochtoni mi nie pozwolili :))
„Zrobi taka piiiiiiiiiii zdjęcie, w necie zamieści i bedziem sie wstydzić”. Nie chciałam ludziom zdjęć robić – nie lubię bez pozwolenia i w ogóle, ale owi ludzie siedzieli pod każdym domem,
na Rynku – słowo Wam daję, kadru bez człowieka i jego piwa, zrobić nie można było. Moje grzeczne tłumaczenie na nic się zdało.
Kościół zagrał rolę w filmie. Nie weszliśmy do środka. Oczywiście (!) był zamknięty.
W 1756 r. poświęcono go nadając mu imię św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Wewnątrz obraz Matki Bożej Jaśliskiej - podobno czyni cuda - malowany na desce w 1634 r. – koronowany przez Jana Pawła II w 1997r.
Wdrapaliśmy się nad Jaśliska, do tej oto kapliczki. Jak widać, nie tylko my.
A widok na okolicę - mmm, malarski, przepiękny, wiosenny. ech !
W okolicy kapliczki, w filmie, bohaterowie spożywają tytułowe wino truskawkowe.
Okazja jest smutna. Nie zdradzę jednakowoż szczegółów.
Z okolicy Jaślisk niedaleko – do Rumunii.
Dokąd prawdziwi podróżnicy już wyruszyli, przypadkowo załapując się na ostatni kadr:)
A tablicę prawdopodobnie postawił wielbiciel prozy A. Stasiuka.
dziękuję za uwagę :)