niedziela

MY CALENDAR _ 2016 / for sale /




 Halo, halo !!!!

Od kilku tygodni sprzedaż w toku. Dodruk za dodrukiem. 
A ja w tej sprawie milczę u siebie na Blogu. Nie pojmuję dlaczego. Nie chwalę się, nie reklamuję. 
Gdyby zatem Ktoś z Państwa zaglądających TU, miał jakiekolwiek pytania _ proszę o e-mail. 
Kalendarz ma 14 stron. Format A3. Ze spiralą i zawieszką. Powyżej ściąga z zawartości - 14 strona.



w krainie Bugu

















... Bug zapłać

sobota

The Catcher in the Rye ?





Miał być wpis o sianie. Ale im dalej w pole, tym mniej siana, a więcej pola w archiwach odnajdywałam.
Natchnieniem był album „Siano”. Lecz nie tylko. Choć, tu mała dygresja, gdy  myślę o panu Wiktorze Wołkowie- Autorze,  cieszę się, że zdążyłam Go poznać osobiście. Uścisnąć dłoń, porozmawiać w gościnnym domu.
W zeszłym roku miał być ten wpis. Dwa lata temu. A teraz myślę nad nim już drugi tydzień. Nie mam katalogu Pole i odnajdywanie zdjęć, to nie lada sztuka zrobiła się. Choć wiem, że gdy tylko widzę pole czy  stóg siana to zatrzymuję się i kadruję. Nie patrzę na światło, bo ono patrzy na pole. Zza chmur. Nad chmurami. Zza drzew.
Prezentacja poniższa i powyższa jest zatem sienna. Senna. Letnia i pachnąca. . Pola  słońcem nagrzane przypominają mi najcudowniejsze wakacje na wsi. Komuż wieś nie kojarzy się z zapachem siana? Kto nie próbował spania na sianie? Kto nie wdychał kurzu i pyłków znad pól? Ten nie wie, co traci
Gładząc  ręką dojrzałe źdźbła  udaje mi się cofnąć czas. Na chwilę. Taka terapia dla duszy, polecam ją Każdemu. 













a poniżej, trzy lata wcześniej. Miejsce,choć miesiąc inny, to samo.





 i errata taka:) obok tematu, ściśle jednakże z nim związana.
 I myślę sobie,że nie ostatni wpis, bo archiwum całe jeszcze nie przejrzane zostało !


„Bóg jak myszka zanurzył się w sianie i do tej pory z bliska z daleka każdy do siana z nas się uśmiecha w kołdrach puchowych noc nieprzespana rzuć na bezsennych garsteczkę siana” 
ksiądz Jan Twardowski



Bezmiechowa



Przypadkiem, i nie, trafiliśmy do Bezmiechowej. 
Pewne jest to, że pierwszy i nie ostatni raz. Powodów jest kilka. Widoki. Z okna pokoju. Podczas posiłków. Na spacerach. Chciałoby się rzec we dnie, w nocy. Gościnność miejsca.



Pyłki unoszące się z majowym wiatrem codziennie robiły na mnie wrażenie. Malarskie. 



A tak pięknie ścielące się mgły o poranku przy wtórze beczenia owiec, można chyba tylko doświadczyć jeszcze we Wołowcu. 









KOLEJ w skansenie




Trochę bajkowe miejsce nabiera uroku wieczorami. Nocą. Gdy nie ma już turystów. Osiągalne jest  wtedy i tylko wtedy, gdy na terenie skansenu zostanie się na noc.








Fotografowanie każdego szczegółu, to frajda. Wyzwanie. I doskonała zabawa. Nie zdawałam sobie sprawy, przyznaję, że aż taka !













niedziela

JANOWIEC _ ruiny zamku







Jako, że niczego szczególnie oryginalnego nie udało mi się nigdzie doczytać, pozwalam sobie na poniższy cytat z Wikipedii, a bardzo warto przeprawić się promem z Kazimierza, by ujrzeć tę fotogeniczną ruinę zamku.
 „Budowę zamku w 1508 rozpoczął Mikołaj Firlej, późniejszy starosta kazimierski. Kontynuował ją jego syn, wojewoda ruski Piotr Firlej. Był to późnogotycko-renesansowy zamek obronny, ufortyfikowany przez basteje wysunięte przed linię murów. Miał możliwość prowadzenia ostrzału wzdłuż obwarowań.
 W latach 1565–1585 miała miejsce przebudowa zamku w stylu późnorenesansowo-manierystycznym, którą kierował architekt włoski Santi Gucci.
 Na początku XVII w., po przejęciu zamku przez rodzinę Tarłów, rozbudowano część mieszkalną i dobudowano wieżę zachodnią i wschodnią.
 W roku 1606 na zamku miało miejsce pojednanie króla Zygmunta III Wazy z marszałkiem wielkim koronnym Mikołajem Zebrzydowskim, przywódcą rokoszu Zebrzydowskiego.
 W dniu 7 lutego 1656 zamek został ograbiony i spalony podczas najazdu Szwedów pod dowództwem Karola Gustawa. Następnie odbudowany i rozbudowany w stylu barokowym przez rodzinę Lubomirskich, w których posiadaniu znajdował się do pierwszej połowy XVIII w. Odbudową kierował architekt holenderski Tylman z Gameren.
XVIII i XIX w.
 W 1783 Jerzy Marcin Lubomirski przegrał zamek w karty. Jego nowym właścicielem został Mikołaj Piaskowski. Jednak ani on, ani kolejni właściciele (m.in. Osławscy) nie byli w stanie utrzymać zamku. Sprzedali całe wyposażenie (nawet marmury zostały zdjęte ze ścian), a zamek został opuszczony i popadł w ruinę.
 W roku 1931 zamek został zakupiony przez warszawiaka Leona Kozłowskiego. Wyremontował on tylko dwa pomieszczenia w baszcie, ale - co ważniejsze - powstrzymał wandali. Zamek z przylegającymi do niego gruntami był majątkiem zbyt małym, by objęła go nacjonalizacja w ramach uchwalonej reformy rolnej. W efekcie Kozłowski był jedynym w bloku wschodnim właścicielem zamku. W 1975 r. obiekt został zakupiony przez Muzeum Nadwiślańskie i od 1993 roku jest stopniowo remontowany”.
 Bardzo stopniowo, bo gdy porównuję zdjęcia sprzed 10 lat, to niewiele się one różnią od moich. 













Opuszczając mury, oglądając się wstecz. Wrócę. Bo do Kazimierza zawsze warto, 
a przeprawy promem  są moimi ulubionymi !



........