Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Panorama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Panorama. Pokaż wszystkie posty

sobota

Bezmiechowa



Przypadkiem, i nie, trafiliśmy do Bezmiechowej. 
Pewne jest to, że pierwszy i nie ostatni raz. Powodów jest kilka. Widoki. Z okna pokoju. Podczas posiłków. Na spacerach. Chciałoby się rzec we dnie, w nocy. Gościnność miejsca.



Pyłki unoszące się z majowym wiatrem codziennie robiły na mnie wrażenie. Malarskie. 



A tak pięknie ścielące się mgły o poranku przy wtórze beczenia owiec, można chyba tylko doświadczyć jeszcze we Wołowcu. 









niedziela

L w ó w - part one




A dziś, po za_długiej przerwie (obiecuję trochę poprawić się) będzie jeden z nietypowych, jak na mnie wpisów. I nie, że z zagranicy. ale Będą zaludnione ulice i wszechobecne na nich człowieki.
We wrześniu wybraliśmy się na Ukrainę. Nie tylko do Lwowa, którego  Tak ~! pozazdrościłam Memu Koledze blogowemu:). Choć oczywista, nie był to jedyny powód. Wybieraliśmy się od dawna. Gdzieś głęboko czując, odpychając tę myśl, że może była to ostatnia okazja? Że za rok lub dalej sprawy tamże skomplikują się bardziej?
Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, wszak nie zna jej nikt. Nawet pan Putin (?).
Wracając do Lwowa, do zdjęć poniżej i powyżej. Nie jest to miasto do zwiedzenia przez 4 dni. Myślę sobie, że 7 byłoby w sam raz. I jeśli moje powyżej postawione pytanie będzie miało pozytywną odpowiedź (dla Ukrainy) to w przyszłym roku powrócimy. Tym bardziej, że mamy tam – przyjaciół !
Trzy wpisy, bo chyba tak uda mi się podzielić wspomnienia w kadrze, pokażą Lwów, nie wiem, czy nietypowo, ale inaczej. Nie będzie o historii, o zabytkach – w sensie szczegółowych notek. bo  O Lwowie napisano już wszystko. Powiedziano wiele. A  ja chcę tylko pokazać, co przykuwało mój aparat (bez akredytacji) i oko na ulicach tego pięknego i gościnnego miasta. 


Późno_wieczorne, deszczowe powitanie. 


Poranek następnego dnia nie wybudził nas słońcem. Ale nie padało. 
Spieszyliśmy jednak się, i wciąż trochę uciekaliśmy przed stalowymi chmurami. 


Nie, nie spaliśmy w "Żorżu" , z którego to balkonu śpiewał kiedyś Kiepura i w którym  najczęściej wciąż zatrzymują się (podobno) turyści z Polski.



Wracając z Cmentarza Łyczakowskiego ulicą Piekarską. 
Tablica na bardzo zniszczonym murze, nieczytelna. Wszelkie info:) mile widziane.Z góry dziękuję.


w prawo od Piekarskiej patrząc


i Piekarskiej ulicy cd 



Soborna płoszcza - nazwa z planu miasta, ale myślę sobie - Plac Soborny


Plac Adama Mickiewicza i pomnik Jegoż. Jedno z miejsc, w których wciąż ktoś pozuje do zdjęcia.


Figura Najświętszej Marii Panny. Pod nią codziennie świeże kwiaty. 



ul Starojewrejska przy Placu Katedralnym 


w kierunku pomnika Iwana Fedorowa 


A na budynku cytat _ autorstwa Tarasa Hryhorowycza Szewczenki (ukr. Тарас Григорович Шевченко, wym. [tɑˈrɑs ʃɛwˈʧɛnkɔ]; ur. 9 marca 1814 we wsi Moryńce w powiecie zwinogródzkim guberni kijowskiej, zm. 10 marca 1861 w Petersburgu) – ukraiński poeta narodowy, malarz, przedstawiciel romantyzmu. Taras Szewczenko jest również przedstawicielem literatury rosyjskiej. Niemal wszystkie jego powieści i większość dramatów zostało napisanych po rosyjsku, podczas gdy utwory poetyckie Szewczenki tworzone były w języku ukraińskim (via Wikipedia)


Iwan Fedorow (Fedorowycz), (ok. 1510 - 1583) pierwszy znany z imienia drukarz wschodniosłowiański, z którego warsztatu wyszło wiele cerkiewnosłowiańskich ksiąg liturgicznych. Do tego wątku - oprócz niewątpliwych zasług dla Kościoła wschodniego - kwalifikuje się jako diakon cerkwi pw. św. Mikołaja Hostuńskiego w moskiewskim Kremlu. Pod pomnikiem tradycyjnie rozkładają swoje stoiska nie tylko bukiniści.
 




Iwan Fedorow patrzy:) na ulicę Ruską i tę kamienicę. Cudeńko. 


Tego Pana przedstawiać nie trzeba, ale gdyby Ktoś pytał - Nikifor 
a przed nim bardzo szybko (!) przemaszerowali smutni  chłopcy ...


 cd nastąpi, zapraszam 






sobota

Lanckorona




Przeczytane  na oficjalnej stronie Lanckorony -  „miejscowość jeszcze nie jest w pełni doceniona, ma duże możliwości rozwoju w kierunku turystyki, upraw ekologicznych - trzeba tylko mądrze pokierować jej rozkwitem”.
Ba, waląca się na szczycie wsi wyjątkowej urody willa, hotel cztero_gwiazdkowy z basenem w towarzystwie wyjątkowej skromności gospodarstw – potencjał jest:)




Na  mały Rynek walą wszyscy przyjezdni. Przechadzają się po nim jak w transie. Obok BM_ek, Mesie i inne cuda motoryzacji. Zapach perfum miesza się z zapachem drobiu zza płotu. Galeria, choć klimatyczna nie zapodaje nic lanckorońskiego. Pani w kapeluszu nie sprzedaje koronek – te służą tylko dekoracji. Przed Galerią poeta Jarosław Binkowski poleca swoje wiersze. Przemiły człowiek. Można nabyć drogą kupna lniane suknie. Wypić kawę w opieszałej kawiarence. I – rewelacja zjeść przepyszną pizzę! Są ruiny zamku (nie dotarłam) i kościół. I TO coś, czego nazwać nie umiem. Absolutnie niepowtarzalny klimat. Jakaś magia?
„Unikatowy w skali kraju małomiasteczkowy układ urbanistyczny, malownicze niepowtarzalne krajobrazy, swoisty mikroklimat, czyste powietrze, a przede wszystkim cisza i spokój, które dają możliwość dobrego wypoczynku od zgiełku współczesnej cywilizacji” -???
Czy fakt, że  Lanckorona jest „Znaną szczególnie w kręgach artystycznych, miejscowością letniskowa. Gościła tu cała plejada znanych polskich malarzy, artystów ,reżyserów, pisarzy i innych zagorzałych wielbicieli”  -??? 


  
Bo wreszcie, któraż wieś w Polsce jeszcze, oferuje widok  na Kraków ( przy dobrej pogodzie podobno, widoczny jest Kopiec Kościuszki), Klasztor na Bielanach, Kalwarię Zebrzydowską wraz z Klasztorem, Babią Górę Beskidu Żywieckiego ? Gdy nadarzy mi się okazja na pewno raz jeszcze najadę Lanckoronę. 
Choć na chwilkę. I do końca nie wiem – dlaczego. Dla powyższego? :)))
 





poniedziałek

Mazowsze - cz.1








W szkole podstawowej nauczyłam się poniższej piosenki. Tekst przypomniał mi się dziś, gdy przeglądałam zdjęcia. A nie miałam pomysłu cóż można o Mazowszu napisać. Pisali już wybitni. Muzykę pisali, wiersze. O wierzbach. O Wiśle. O ptakach. Myślę sobie, że śpiewając ją wtedy, nie bardzo wiedziałam gdzie wzmiankowane:)  Mazowsze jest. Nauka geografii w szkole podstawowej, za moich czasów, rozpoczynała się bodajże w piątej klasie. Piosenkę śpiewałam w drugiej. Nie pamiętam z jakiej okazji uczyliśmy się słów. Ale, skoro, pamiętam je do dziś, zapewne musiało to być coś bardzo ważnego!

 „Być może, gdzie indziej są ziemie piękniejsze
i noce gwiaździstsze, i ranki jaśniejsze,
być może, bujniejsza, zieleńsza jest zieleń
i ptaki w gałęziach śpiewają weselej.
 Być może, gdzie indziej... lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza …
 Być może, być może, że wszystko gdzieś lepsze
i ptaki, i gwiazdy, i śpiew, i powietrze,
że były gdzieś nawet szczęśliwsze narody
i drzewa wdzięczniejsze od wierzby u wody”.



"Przykucnęły wierzby za obejściem:
"A, wejdźcie no, wierzby, wejdźcie.
Będzie rosół z komara
i rosy pełna czara,
i śpiewka,
i dziewka,
i z krwi nalewka,
i ja sama wiedźma - wierzba rosochata -
czym chata bogata".
A wierzby w zadumie,
w szumie".





"Wisło, rzeko płynąca w przeszłość.
Jak to dawno, barbarzyńsko rudy.
Kwitłem na wodzie twojej, po wierzchu
kreślonej w gwiazdy, rośliny i runy.
Jeszcze wiszą widma nad tobą:
jelenie, wilki, niedźwiedź złoty
i rzeźbiony drewniany obłok
- rysowany w powietrzu motyw.
Moje dawne ramiona z miedzi,
w których słaby jak w ramię wiszę.
Jestem domkiem, który zaśniedział
przez tysiąclecia twoją ciszą.
Tylko dotknąć: sypie się próchno.
Tylko spojrzeć: nawisłe miasto.
Tylko żółty promień został
między tobą, a wieczną gwiazdą.
Rzeko snów o zielonym wodniku,
płyną tratwy, kry i przyszłość.
Taki długi żal, jak żal skrzypiec,
Wisło."



„… A ty, boćku stary,
Piórek masz do pary;
żaby je liczyły w błocie,
Naliczyły cztery krocie.
Kle, kle. kle, kle, kle!
Nim skończyły liczyć,
Już je zaczął ćwiczyć.
- Oj, bocianie, miły panie,
Miejże dla nas zmiłowanie!..”



ciąg dalszy nastąpi ....